O dawnych Główczycach opowiada Irena Kłos

Glowitz Panorama2Taka całkiem pierwsza szkoła była na ulicy Ciemińskiej, zaraz za moim płotem, tu gdzie ten pusty plac. Tu mieszkał taki starszy Pan, Pan Eick, i zawsze pokazywał gdzie on siedział w klasie i gdzie jego ławka była. Ja to już nie wiedziałam, że ta szkoła tu była, tylko on nam zawsze opowiadał. Podobnoż ta szkołą spłonęła, ale ja nie pamiętam. Ten stary dziadek, mówił nam też, że pierwszy samochód w Główczycach kupił właściciel cegielni. Przyjechał samochodem pod kościół i powiedział: „kupię sobie jeszcze jeden samochód i ściągnę kościół z tej góry”. Po mszy pojechał samochodem do domu i na „krzyżówkach” rozbił się i zginął na miejscu. Wiem to z opowieści starszych mieszkańców.

Budynek nowej szkoły znajdował się w miejscu obecnej szkoły (gimnazjum), ale myśmy mieli w ten czas tylko cztery klasy, bo każda wioska miała swoje szkoły. Cztery klasy były, z przodu się weszło i po każdej stronie po dwie klasy. To było nas 8 dziewczyn i 4 chłopaków, jak ja skończyłam, a tak wszystkie lata to nie mogę spamiętać, ale mało. Tu było tylko trzech nauczycieli, siedzieliśmy po dwie klasy, łączone. W szkole tablice były takie jak teraz są, a ławki były takie tylko dwuosobowe, z miejscem na kałamarz, a potem były też i długie takie na cztery osoby. Jedna sala była podczas wojny workami założona żeby wszystkie dzieci mogły się schować w razie nalotu. Nie było mundurków, do szkoły chodziliśmy normlanie ubrani. Wszystkie zajęcia trwały zawsze od rana . A jak wojna była, to na takiej zwyczajnej szkolnej tablicy mieliśmy sznurkiem i szpilkami zaznaczone: ile było zatopione statków, ile zastrzelonych (samolotów). Tam też nam codziennie mówiono gdzie to było i co się tam działo, wszystko to było z rana wpierw mówione. Jak coś się działo we wsi, to wszystkie dzieci były wyprowadzane przed szkołę, ustawiano je wzdłuż ulicy z wyciągniętą ręką do przodu i musiały śpiewać- na cześć Hitlera. Na placu za budynkiem gimnazjum był budynek mieszkalny, ale dawno go rozebrali, bo mógł się zawalić. To był dom jednorodzinny, mieszkał tam gospodarz.

(...)

1 majaNajwiększy hotel był tam gdzie ośrodek kultury teraz, tam miałam koleżanki, latałam już jak byłam dzieciakiem do tego domu, jak coś było na sali, to my zawsze u góry - puściła nas jej matka na balkon i widzieliśmy wszystko z góry. Właściciel nazywał się Arnold Züger, ale on prędko zmarł, nawet wiem gdzie pochowany był, tu u nas w Główczycach. Przyjeżdżali zawsze z kinem, jeszcze mąż opowiadał kiedyś jak pokazywali niemiecki wojenny film i wszyscy robotnicy przymusowi poszli to ich wyprosili, powiedziano im że na drugi raz mają przyjść, ale do tego filmu nie. Drugi hotel w Główczycach był w budynku, gdzie obecnie gmina jest, był też jeszcze mniejszy gdzie Kumińska mieszka, Hotel Ness na Podgórnej, koło tej Staropolskiej restauracji. W budynku gminy był hotel Muszcz.

Po wojnie pewno że się dużo zmieniło, nawet ulice - były te kocie łby, czy jak to się mówi, teraz ulice są inne. My mieliśmy Zeminstrasse obecna Ciemińska, a to była Podgórna - Bergstrasse, wiem tylko że ta co idzie do góry tu to była Poststrasse, poczta tam była to Bahnhofstrasse - Dworcowa, Midelstrasse- było Mickiewicza i na dole też ta długa była Stolpestrasse - ul.Słupska.

Glowitz OrtkarteW dużym budynku obecnej szkoły gimnazjum był kiedyś duży sklep odzieżowy, były tam takie cztery duże okna wystawowe. Tam był wpierw sklep którego właścicielami byli Hans i Ginter Schüler, ten Żyd tak się nazywał, który następnie został przejęty przez Niemca nazwiskiem Koch. Jeszcze u starych właścicieli tam matka kupiła dywan, to musiałam drogą boczną, przez cmentarz, ten dywan razem z siostrą nieść, bo matka bała się iść sama, gdyż nie wolno było wtedy kupować u żydów. W tym sklepie handlowali głownie odzieżą, mieli kilku pracowników a sami zajmowali się prowadzeniem sklepu. Cały dół budynku był przeznaczony na sklep, a na górze mieszkali - mieli największy sklep w Główczycach. Drugi, prawie równie duży sklep był naprzeciwko pawilonu, prowadził go Stil.

Mleczarnia była całkiem nowa tu zrobiona, to jak zawozili wszyscy gospodarze z całej gminy mleko, to tylko musieli na rampie postawić, dalej już wszystko samo jechało, wszystko nowe. Właściciele mleczarni powiesili się, jak Ruskie weszli. Mleczarnia była nowoczesna, nawet pociąg podjeżdżał tam i mleko zabierał. Stacja osobowa była w miejscu, gdzie obecnie pobierana jest woda, a stacja towarowa była przy mleczarni. Pociąg towarowy jeździł ze Słupska do Dargolezy, dalej już nie jeździł. Pociąg do Dargolezy często kursował - parę razy na dzień. Ludzie mieli dobrze, bo do szkoły też jeździli, do Słupska. Jak ktoś chciał dalej się uczyć, to musiał do Słupska, bo w Główczycach tylko ta mała szkoła. W Klęcinie był przystanek, Wykosowie, Przebędowie i Dargolezie. Nie wiem kiedy rozebrano dworzec i tory w Cecenowie, wiem, że jak byłam mała, to zawsze nam mówili, że tutaj była stacja, my już jednak na pieszo to Cecenowa chodziliśmy.

Glowitz ul SlupskaBank w Główczycach był w miejscu pawilonu, nowo wybudowany. Drugi bank znajdował się na dole, gdzie mieszka Pani Szudowa (koło budynku gminy) - to był mały bank wyłącznie dla gospodarzy. W obecnym budynku Banku Spółdzielczego znajdował się dentysta, w budynku obok był doktor, także nie trzeba było do miasta jeździć, tu było wszystko na miejscu.

Plac sportowy w Główczycach był jak cegielnia była i jeszcze kawałek w las. Tam była nawet strzelnica. Zostały jeszcze po niej mury. Plac sportowy był po lewej stronie kolejki, tam jest taki lasek. Jak były dożynki to szło się z orkiestrą aż tam, było fajnie. Plac był ogrodzony takimi drągami, nic specjalnego, siatka i drągi. Budynków nie było, tylko strzelnica i budka żeby się mogli przebierać i więcej nic. Odbywały się tam zawody sportowe ze szkół, dożynki. Pamiętam, że były kluby sportowe kobiet i mężczyzn, ale ja byłam za młoda jeszcze żeby brać udział, zresztą byłam za sztywna do sportów. Przed wojną był w Główczycach klub piłkarski, ale chłopaki zawsze przegrywali. Oni się zawsze śmieli, że stale przegrywają, a teraz młodzi tak samo robią. Nawet z Cieminem nie mogli wygrać. Każda wieś miała swoją drużynę piłkarską. Dwa lata temu było spotkanie w Słupsku niemieckiego klubu sportowego z Główczyc. Spotkali się z Polakami na boisku i pograli w piłkę.

 

Są to fragmenty wypowiedzi Pani Ireny Kłos, której cała opowieść znalazły się w książce "Przesiedlona Młodość", wydanej przez Gminny Ośrodek Kultury w Główczycach.

 

Wirtualne muzeum-m

BIP


banner Maczuga 2019 small

Rajd "Maczuga Stolema" zaliczany jest do Pucharu Polski w Pieszych Maratonach na Orientację!

logoPMnO

 

Amicus-big

GrajDolek

mak plus2

MATv Glow male

DESIGN_BY